Czy marzenia naprawdę cokolwiek znaczą? Czy my w ogóle
wiemy, o czym tak naprawdę marzymy? Może tylko nielicznych stać na prawdziwe
cele, może reszta jest jak rozhisteryzowane czterolatki tupiące nogą w sklepie z
zabawkami? Śnimy o utopii, a zakochujemy się w klockach na wystawie, by
następnego dnia zapomnieć o nich na rzecz konika na biegunach.
To tylko hipoteza. Spostrzeżenie.
Chciałam pisać. Kiedy ostatnio coś napisałam? Minęły dobre 2 miesiące. Czasami myślę, że to byłoby spełnienie moich marzeń. Ostatnio częściej widzę, że tak naprawdę to tylko kompromis. Wygodny, ale nadal kompromis. Kompromis między rzeczywistością, a marzeniami tak odległymi, że wstyd mi się do nich przyznać. Czyli jednak jakieś mam. Być może.
Chciałam pisać. Kiedy ostatnio coś napisałam? Minęły dobre 2 miesiące. Czasami myślę, że to byłoby spełnienie moich marzeń. Ostatnio częściej widzę, że tak naprawdę to tylko kompromis. Wygodny, ale nadal kompromis. Kompromis między rzeczywistością, a marzeniami tak odległymi, że wstyd mi się do nich przyznać. Czyli jednak jakieś mam. Być może.
Podobno chciałam studiować psychologię. Podobno zawsze.
Pojutrze mam ważny egzamin. Praktycznie nic nie umiem. Miałam urlop. Zamiast
się uczyć oglądałam seriale. Jak
lenistwo może wygrać z marzeniami?!
No i ostatni punkt. Nie mniej ważny. Dlaczego zawsze kocham
osoby, które są najbardziej dostępne? Które wydaje mi się, że są? Może tak
bardzo chciałam przeżyć miłość jak z bajki, że tworzyłam nową opowieść dla
każdej kolejnej żaby? Może sęk w tym co chciałam czuć, nie w tym co faktycznie
czułam? Może tak bardzo chcę spełniać marzenia, że nie zastanawiam się, czy są
moje?
Może byłam jak Król z "Małego Księcia" - marzyłam o rzeczach, które zaraz miały się spełnić - tworzyłam rozsądne marzenia, tak jak on wydawał rozsądne rozkazy.
Czy możliwe jest, żeby marzenia powstające w takich okolicznościach były prawdziwe? Żeby miały znaczenie?
Może byłam jak Król z "Małego Księcia" - marzyłam o rzeczach, które zaraz miały się spełnić - tworzyłam rozsądne marzenia, tak jak on wydawał rozsądne rozkazy.
Czy możliwe jest, żeby marzenia powstające w takich okolicznościach były prawdziwe? Żeby miały znaczenie?
Naprawdę chciałabym mieć jakieś. Mam tylko pomysły. Pomysły,
których łapię się kurczowo i które staram się uczynić epicentrum mojego
wszechświata. I wtedy jestem jak to dziecko turlające się po podłodze, żeby
tylko dostać te klocki. Klocki, które dzień później być może rzuciłabym w kąt.
Może (wracając do psychologii) to tylko błąd pewności
wstecznej? Może naprawdę marzyłam o tym wszystkim, co teraz nie ma dla mnie
znaczenia? Może pozbawiam znaczenia to, czego nie mogę mieć, żeby łatwiej było
się z tym pogodzić? Sama nie wiem.
Po prostu chciałabym mieć cel w życiu. Cel, do którego
dążenie byłoby instynktowne, jednak nic na siłę. Może marzenia mogą być
racjonalne? Takie z rozumu, nie z serca?
Może powinnam sobie jakieś ustalić?
Może.
Ale z tym jeszcze poczekam. Jeszcze pomarzę, że jakieś
marzenie znajdzie mnie samo.
